Rozmowy

Transmisja Poetycka re-load LIVE

Toruń Miasto (szkic)

Mariusz Słonina

tu anioły budzą z rana
kiedy wracam z nocnej zmiany
wsiadam w pierwszy dzienny tramwaj
miasto płynie latarniami
piszę krótki list do ciebie
parę słów spod sennych powiek
może w tobie znajdę siebie
może miasto mi odpowie

ref.
gdzie – w moim mieście spotkam cię
chociaż dzisiaj krąży w mojej głowie
tylko sennych ulic oddech
gdzieś – w moim mieście spotkam cię
choćby zatłoczony ulic obieg
może w tobie jest odpowiedź

Próba dźwięku / EP

Mariusz Słonina

I
próba dźwięku zanim wypuszczę to na głośnik
zanim laser wypali to na nośnik
nim mikrofon pochwyci moje słowa
jeszcze jedna tej nocy z dźwiękami rozmowa
może ten tańczący liść na wietrze
może to stęchłe miejskie powietrze
może śpiewający ptak może pizzy smak
wejdzie dobrym wavem na wolny track
zanim miasto pójdzie spać zrobię z miasta ślad
szklana harfa ja stopa werbel bas
tęczą dźwięków w twarz puszczam to jeszcze raz
jest ich pełna garść chociaż krótki staż
małej czarnej straż nuty z czarnych strun

Trolejbus ostatni

Mariusz Słonina

kagda mnie nie w mocz’ pieriesilit’ biedu
kagda padstupajet oććajanie
ja w sinij traliejbus sażus’ na chadu
w pasliednij, w słućajnyj

przyjdź Nieuczesana

Mariusz Słonina

przyjdź
nieuczesana

nie potrzebuję blasku świec
przy stoliku
gdzie wszyscy na mnie patrzą
potrzebuję
Ciebie

przyjdź
Nieuczesana

drzewa

Mariusz Słonina

Drzewa
nie rosną
jak grzyby po deszczu

trzeba je szanować

Drzew
jest coraz mniej

już prawie żadnego

ludzie ścinają ostatnie

ściana

Mariusz Słonina

a powiedzieli – nie ma po co
a powiedzieli – jesteś za słaby
nie poradzisz sobie

wchodzę pierwszy raz

wszedłem pierwszy raz
nie powiedzieli nic

wrzesień

Mariusz Słonina

i liście z drzew
na rozkaz

i znicz, co nim zgaśnie
wywrócą

i chłód w twoich ustach
jak rozpacz

i w świt ścieżki świata
zawrócą

powietrza coraz mniej

Mariusz Słonina

kłębek myśli
w rogu pokoju

zbitek
samozwańczych idei

zlepek
bezperspektywistycznej gmatwaniny

bez kropki nad i

a
powietrza
coraz mniej

miasto

Mariusz Słonina

budzisz mnie dotykiem ścian
tulonym w oknie zgiełkiem dnia
w oddechu betonowych drzew
znów szumi wiatr
mówili mi: nie warto iść
ulicą asfaltowych dni
lecz mimo im jestem
(o) krok jeden do przodu

to moje miasto
oddycham nim
moje miasto

uciekam w miasto
w miejski deszcz
moje miasto

tylko

Mariusz Słonina

bo przecież nie umiemy inaczej

potrafimy jedynie rozmijać się o minutę lub dwie
w rozkładzie

to takie proste powiesić fotografię
na pustej ścianie

na pustej ścianie
pomruk lampki

tylko

tak dobrze

Mariusz Słonina

nie mów że
nie ma już mnie
że w oknach
nie ma już szyb
na niebie gwiazd
i świateł miast
tak dobrze
nie wiedzieć nic

nie usnę

Mariusz Słonina

choć przyjdzie noc ja nie usnę
i będę szedł a choćby w deszczu
nie będę zbijał siebie z luster
nie będę kładł się spać o zmierzchu

na skrzydłach wzbiję się ponad to
co twarz mą razi stęchłym gustem
do celu zaprowadzę Miasto
choć przyjdzie noc ja nie usnę

z herberta

Mariusz Słonina

i dzbanek rozbity
i świtanie tapet

popatrz –
uginam się pod ciężarem
tanich klawiatur

myślałem –
płacz kochanków może być piękny
nawet w przypadkowej kombinacji
klawiszy

a tymczasem
przegrywam dwa – zero
jak niejeden Wojaczek
w brudnym hotelu Sieci

16 minut

Mariusz Słonina

tym, którym tych szesnastu minut zabrakło

przychodzisz naga
złotą wstęgą kryształowych chwil
w jedwabnym dotyku promieni słońca
siadasz przy mnie
twarzą w twarz
na skrzydłach gwiazd
mówisz: chodź

oto jestem
na wyciągnięcie błękitnej dłoni
otulony w tobie świetlistą
smugą tytanowej mgły
chowasz mnie w swojej piersi
oddychasz we mnie
zastygłym w ruchu szeptem dni

nie widziałem

Mariusz Słonina

nie widziałem
czterolatka z karabinem w ręku
ale sześciolatka z fajką w piaskownicy
mówiącego: pierdolę was chuje

nie widziałem
zabitych w ataku bombowym
ani noworodków wyrzuconych na śmietnik
ale pijanego faceta katującego swoje dziecko

nie widziałem
pustynnych ogni
nie słyszałem huku armat
ale szept umierających w podrzędnym szpitalu
gdzie na swoją śmierć czeka się w kolejce

próba słowa

Mariusz Słonina

Światło!

i akcja –

poznajesz?
to krok twój szybki

na dnie szuflady
w próbie słowa

na kawie

Mariusz Słonina

usiądźmy przy oknie

kelner
dwie kawy proszę

popatrz
na te piękne białe serwetki
na porcelanowe filiżanki
nowy czysty obrus

pijesz zadumana nad losem

muchy na suficie
jaka dobra kawa

więc twierdzisz

nie, nie twierdzę
wiem

chodźmy popluskać się w kałużach

są takie brudne

umyjesz włosy w deszczu

będą na nas patrzeć
ludzie przy stolikach

niech patrzą

kelner

e-ro.ty-k

Mariusz Słonina

a tam – ty
o twarzy twej na łamach piszą
czoła pot i gołąb serca
na zdjęciach

a w nich – ty
w twoich rękach billboardy wiszą
jak życie twe
do wynajęcia

w tobie – ja
poważny pan
w sztruksach i trampkach
do wzięcia

Nieuczesany

Mariusz Słonina

Przychodzi sama. Niespodziewanie. Kiedy czekasz na Nią, nie przyjdzie. Widzisz Ją w oczach ludzi, mijasz na ulicy, czujesz Jej oddech w światłach miasta. Siada obok ciebie na ławce w parku, często czeka tam, gdzie cię nie ma, słyszysz Jej śpiew w codziennym życiu. Musisz być gotowy, bo kiedy przyjdzie, nie będzie odwrotu. Gdy Ją odrzucisz, nigdy nie wróci.

tak teraz

Mariusz Słonina

tak teraz
siedzimy w nowych klasach
przy komputerach
przy nowych czystych ławkach
w wygodnych fotelach

tak teraz
uczymy się o wypchanych portfelach
papierowych marzeniach
przyjaźniach w kieszeniach
trzymamy broń
strzałem w skroń
zbawiamy świat

tak teraz
nie ma nas jesteśmy nieraz
przysypani propozycjami
zagrania głównych ról
w telenowelach

próba dźwięku

Mariusz Słonina

próba dźwięku zanim wypuszczę to na głośnik
zanim laser wypali to na nośnik
nim mikrofon pochwyci moje słowa
jeszcze jedna tej nocy z dźwiękami rozmowa
może ten tańczący liść na wietrze
może to stęchłe miejskie powietrze
może śpiewający ptak może pizzy smak
wejdzie dobrym wavem na wolny track
zanim miasto pójdzie spać zrobię z miasta ślad
szklana harfa – ja – stopa werbel bas
tęczą dźwięku w twarz, puszczam to jeszcze raz
jest ich pełna garść, chociaż krótki staż

w imię Ojca

Mariusz Słonina

stoisz przed ołtarzem
w świetle zapalonej świecy
pokazując światu swą pokojową dłoń
pomiędzy rozśpiewanymi ławkami skamieniałych oczu
na mglistej czerwieni dywanu wiary
przeklinasz mnie w imię Ojca
gwałcisz w imię Syna
mordujesz w imię Ducha Świętego

alz IV

Mariusz Słonina

jesteś
choć nie znam cię
każdego dnia
przynosisz kubek ciepłej herbaty
rozmawiasz
choć nie rozumiem słów
nie pamiętam

to wiatr – popatrz –
tańczą liście na drzewach
w uśmiechu letniego słońca
coraz szybciej robi się ciemno
za chwilę spadnie śnieg
już pada

te cienie to ludzie
pamiętasz? – cień to tak jak
otula nas światło gdy pada na ściany

…światło?

siadasz przy stole w kuchni
czytasz
po twej twarzy cicho płyną łzy
dlaczego płaczesz?

zdjęcia

Mariusz Słonina

dostaję od ciebie zdjęcia ludzi
którym w ostatniej chwili życia
dano skrzydła
za słabe
bo zamiast wzlatywać do nieba
spadali

chowam je do szuflady w biurku
dużo mam już takich zdjęć

wiesz
możesz przynieść mi następne
chociaż nie wiem czy je obejrzę
po co?

ulicę stąd

Mariusz Słonina

F13sus2 FmM13
widziałem dziś, ulicę stąd,
C7+
głodne serca głodnych rąk
C C7+ C

widziałem dziś, ulicę stąd
karmił je miłością swą

mówili mi: przychodzi sam
w środku nocy, w środku dnia

przyszedł dziś, zapukał i
zatrzasnąłem przed nim drzwi

teraz tylko puste sny
puste słowa, puste dni

mimo wszystkich przykrych chwil
nie zamykaj proszę drzwi
wrócę do ciebie
wrócę do ciebie

pacyfka

Mariusz Słonina

kiedy śpiewają o miłości twierdzą że
tą miłością zmienią cały świat

kiedy śpiewają o pokoju twierdzą że
tym pokojem obdarzą każdego z nas

kiedy śpiewają o równości twierdzą że
na ulicy podadzą każdemu dłoń

jedną dłonią malując siedem tęczowych barw
drugą ładują broń

powiedzieli TAK dla wojny
powiedzieli NIE dla pokoju

kiedy śpiewają o wolności twierdzą że
dadzą wolność każdemu kto będzie chciał

choć na twarzach siedem tęczowych barw
serca mają jak siedem zatrutych miast

dedykowane

Mariusz Słonina

a E
choćby mówili
ej, nie warto starać się
choćby wyśmiali
jednym słowem skazali cię
Ep3

choćby przyszli
po ostatnią twoją rzecz
choćby przyszli
odebrać ci życia sens

F E F
przed siebie idź!
a E

chociaż nie wierzą
w żadne z twoich słów
chociaż się śmieją
z marzeń twoich znów

przed siebie idź!

Ep3
1|——
2|—x–
3|-xx—

przebacz nam

Mariusz Słonina

Ojcze niewidomych o głuchych oczach dusz
Ojcze głuchoniemych o ślepych mgnieniach słów
Ojcze trędowatych o wyblakłych biciach serc
przebacz nam, że nie chcemy widzieć
przebacz nam, że nie chcemy słyszeć
przebacz nam, że nie chcemy kochać

samoświadomość

Mariusz Słonina

nocą,
gdy wszyscy śpią
rozpalamy głodne ogniska
wspomnień jutra
tańcząc z chłodem ścian
zastygli w bezruchu samoświadomości

alz I

Mariusz Słonina

więc
jestem
oto
nie ma mnie

snuję się
po wyblakłych kartach
chwil

próbuję pytać
nie wiem
jak

szukam
pod wyschniętą łzą
twoich wspomnień

ty?
– tak to ja
kto?

więc
jestem
oto
nie ma mnie

nieuczesany

Mariusz Słonina

tak pięknie mówisz
o wielkich czynach
z długopisem w dłoni
– te salwy braw

obnażasz mnie
w swym wielkich słowach
zabierasz słońce
i deszcz

wiesz
mam swoje drzwi
swoje lustro
i dom

wiesz
idzie noc
a gwiazdy spadają
nocą

szukam ciebie

Mariusz Słonina

C G d a
tak prosto powiedzieć tak trudną rzecz
prosto jest kochać – wystarczy chcieć
tak prosto wierzyć w te słowa, lecz
to proste mówić – a trudniej biec

F G
wśród bieli chmur i gwiazd na niebie
a G
w zieleni drzew ja szukam wciąż ciebie
F G
gdzie są te ślady po twoim śpiewie?
d a
hej! nie chowaj się już

make-up

Mariusz Słonina

malujesz usta szminką szarych dni
pomieszanych z różem nieba

twe włosy
rozwiane w szept luster
n i e u c z e s a n e
tańczą na wietrze zbudzonych ze snu świateł

bezszelestnie podkreślasz błękit oczu
kryjąc pod tuszem gorąc nocy
nieśmiały uśmiech
przyspieszone bicie serca
nas

przed wyjściem w miasto
tulisz mnie jeszcze
nagim spojrzeniem brwi zapomnienia

wiem
nikt się o nas nie dowie

supermarket

Mariusz Słonina

półki pełne świństw
koszyki pełne kłamstw
kolejki bzdur
w portfelach nienawiść
w kasach broń

w chowanego

Mariusz Słonina

bawimy się w chowanego

chowam się w cieniu latarni
chowasz się w świetle ulicy

mam cię
nie masz mnie
mam cię
nie masz mnie

znalazłem cię
w witrynach neonowych luster
zapadłą w nagi betonowy sen

masz mnie
nie mam cię

znalazłaś mnie
rozlanego na murze –
farbę wsiąkniętą w cegły
cegły wsiąknięte w farbę

masz mnie
nie mam cię
masz mnie
nie mam cię

3m

Mariusz Słonina

to ja – miasto twoje
maszyna

to ja – ulica twoja
kombinat

mrugam – zerem – ci
mrugam – jeden – ci
to ja – Q-w.a.s-ZX

światło twoje – to ja
myśli twoje – to ja
droga twoja – to ja
woda twoja – to ja

mrugasz – zero – mi
mrugasz – jeden – mi
to ty – Q.werty-ZX

dorośli

Mariusz Słonina

dajmy dorosłym place zabaw
tak bardzo chcą być dziećmi

dajmy dzieciom broń do rąk
tak bardzo chcą być dorośli

uciekam w miasto

Mariusz Słonina

spowity pajęczyną
świateł miast

z codzienności wyrwany
by Trwać

rzucam brukiem w mur

uciekam w Miasto

gc

Mariusz Słonina

1.
nie pytaj skąd
lecz zobacz – wiem
w ramionach twych układam świt
i drogą tą
wykrzyczę szept
a szeptem twym ugaszę znicz

i nie stój tak
dwulicem dni
na bruku ciał, dwurzędem słów
to piasek w twarz –
bo gdybyś chciał
zapisałbyś otwartą z dróg

2.
i każdy z nas myśli, że kiedy wschodzi
to wschodzi najjaśniej, a przecież – –
to każdy z nas więdnie powoli
w zderzeniu myśli

dzieci

Mariusz Słonina

dzieci płaczą
są głodne są chore
nieszczęśliwe
umierają w samotności

nie mają rodziców
nie mogą się bawić
nie mają gdzie
i świat im zabrania

chodzą po ulicach
obdarte z marzeń
z dzieciństwa
zabrano im ulubione zabawki
ale przede wszystkim
szczęście
niewinność
życie

dzieci
wydłubują lalkom oczy
wyrywają im ręce i nogi
strzelają do siebie
zamiast się bawić w piaskownicy

jp2

Mariusz Słonina

chciałem powiedzieć

prosiłeś bym nie powiedział ani słowa
prosiłeś bym się cieszył
nie uronił ani jednej łzy
nie pochylał głowy
zgasił znicz

powiedziałeś –
otwórz drzwi
idź

za 10 dwunasta

Mariusz Słonina

przychodzisz w ciszy

po białej dworcowej linii
w kropli jeziora rozbitej o mur

krętymi uliczkami sumienia

Lozanna, 31.12.2007

krzyż

Mariusz Słonina

krzyż
ciąży
ale tylko w godzinach pracy

zrzucany
gdy inni nie patrzą

zakurzony
czeka
na następną paradę

zapróchniały
powoli umiera

zapominamy
że jest nam niezbędny

że życie
nie jest prostsze
bez niego

szachy

Mariusz Słonina

gram z dziadkiem w szachy

w pierwszym uderzeniu
przegrywam na całej linii…

postawiwszy wszystko na jednej karcie
prowadzę natarcie ostatkiem sił

w zamglonym spojrzeniu
niebieskich oczu dziadka
po raz pierwszy w bitwie zadaję cios

– co to jest SZACH?

astronomowie

Mariusz Słonina

Astronomowie nie śpią w nocy
kierują swoje teleskopy gdzie nie odkryte –
wprost na pajęczynę na poddaszu

małym ołówkiem dodają do siebie
nieomylne ruchy mrówek na posadzce

nastawiają radioodbiorniki żeby słuchać
szelestu liści na podwórzu

i – w bladym pomruku porannego słońca
uparcie trzymają kurtynę nocy

EP

Mariusz Słonina

czekają nas jeszcze zatarte spojrzenia — —

pusta dwójka ucieczki przechodniów
i bilet zgnieciony przystanek za wcześnie

i w dłoni oddech

o wschodzie metra

27

Mariusz Słonina

zdradziła nas mechanika słów
zdradziła nas architektura zdań

i rozmawiamy już tylko
w ciszy pomiędzy — —

A

Mariusz Słonina

nie zostanie nam wieczór
więc chciej — —

cisza zmyje litery
cisza zgadnie litery

wtedy usiądziesz obok

Dwa

Mariusz Słonina

wezmę ze sobą klucze
wypiję kawę w pociągu

peron naszych ust szept oczu
ciepło

powiedzmy, że dwa

ty —
ty —

24x36

Mariusz Słonina

i minuta ważniejsza niż — —

kiedy spojrzeniem stóp nazywasz ziemię
kiedy porządkiem cyfr oddzielasz światło

i ślad swój zostawiasz na mojej twarzy
i z ulgą zasypiasz

gdy wracam

D

Łódź Fabryczna

Mariusz Słonina

przecież zaczekam w pośpiechu
więc przyjdź — —

dworcowy zegar odliczy milczenie

i kromkę chleba zmęczoną w kieszeni
i ławki ich puste

Aiko II

Mariusz Słonina

Aiko mówi

ubierz się ciepło
jest dziewięć i cztery stopnia Celsjusza

południowo-wschodni wiatr
zapowiadali deszcz — —

deszcz jest
szeptem oddechu
w obliczu ciszy

cisza
jest podmiotem
słowa

Konstrukcja obrazu

Mariusz Słonina

konstrukcja obrazu
nie pochodzi z lustra

wynika z równania pola
jak ostatnia klatka nadziei — —

nawet dobre światło nie wystarczy czasem
by powiedzieć ci

Toruń Główny

Mariusz Słonina

nawet szyby płaczą — —

tym razem ostatnie latte

w wymianie spojrzeń
dwa siedem jeden pięć dwa dwa

i cukier w torebkach zbyt gorzki
i rynek ospały

Aiko

Mariusz Słonina

Aiko potrafi już odróżnić dobro od zła

kiedy pytam o grzech
poprawnie wskazuje na wady stworzenia

z ręki stwórcy wynika arytmetyka gliny
to dlatego — —

Kontra.bas Sz.opena

Mateusz ŁapińskiMariusz Słonina

Szope
narzendzia zapełnił
trankobas

nakrencany
na elektromechanokinetycznocybernetyczny dynks

blebleblechacz siadł
przekrencił trankobas i zazazagrał

Szopenarzendziazurka dombrovskiegolema

na papapatefą i żywe kultury baterii
kontra-bas bas bas
z kontry-bus bus bus
ponie-wczas raz raz
dwa
trzy

E. Dryglas-Komorowskiej

13.11.2011

Instrukcje

Mariusz Słonina

mam wzrokowy kontakt z tobą
znam instrukcje składania rąk
znam instrukcje składania ciał

to instrukcja złożenia w myśl
na wzrokowy kontakt z tobą

znam instrukcję złożenia w myśl
mam wzrokowy kontakt z tobą