Rozmowy

Transmisja Poetycka re-load LIVE

*(Powinna pojawić się jakaś kurwa)

Milena Stankiewicz

powinna pojawić się jakaś „kurwa”
dla lepszego brzmienia na slamie
a jest tylko biurwa
bez marzeń
bez perspektyw
bez długopisów

żyć
nie
umierać

Kroplówka

Łukasz Rzepnicki

Pacjent w słusznym wieku
Wieloletni zatorżylny
Nie byle jakiej, pod papieskiej
Kod choroby: CWL CTR CIN CBR POZ
Objawowe wymiotowanie szerokim gestem
Lekarstwem indiańska metoda kroplówkowa
Wyssać, smakować rdzę
W zgięciu znów ją wtłaczać
Wpluwać to termodynamiczne cudo
Perpetuum demobile
Na szczęście ludzi nie zakaża
Tylko usta sinieją

Strzelaj, gdy zobaczysz białko ich oczu

Michał Pranke

Zawsze, kiedy pytają czy miasto podoba się, mówię,
że zbudowali je chyba z cegieł wysuszonych na piasku,
rzecznego mułu pokrojonego w kostkę. Nawet katedry
sklepienia mają jakby z kości zamiast gliny. I drą się
mury pisane złym piórem i ulice się drą i drze się bruk,
a zimą lód na rzece pęka jak kreda. UAAAAA, drą się.
UOOOO, drą się. UAAAA, drą się.

Miasto jak gnijące żyłki liści.
Tylko stali bywalcy stoisk cola do kebaba max wciąż są.

Kamienica pod gwiazdą

Anna Piliszewska

więc jestem twoją
gwiazdą. nie, nieznam Kallimacha. wybierz
odmienne miejsce, jeśli musisz
mnie dotknąć – masz takie chłodne
palce, plecy

śliskie od potu. mrówki łażą
po stopniach – słyszysz ten dziwny
szelest?; schodów głuche
stęknięcie – strzeże ich kieł

i oko zakurzonej Minerwy. stare drewno
oddycha, kręcą się cienie w szkłach – nie, nie tykaj
mnie – gwiazdy, bo obrazi się srebrne,
lepiej pij dosłyszalny

Toruń Miasto (szkic)

Mariusz Słonina

tu anioły budzą z rana
kiedy wracam z nocnej zmiany
wsiadam w pierwszy dzienny tramwaj
miasto płynie latarniami
piszę krótki list do ciebie
parę słów spod sennych powiek
może w tobie znajdę siebie
może miasto mi odpowie

ref.
gdzie – w moim mieście spotkam cię
chociaż dzisiaj krąży w mojej głowie
tylko sennych ulic oddech
gdzieś – w moim mieście spotkam cię
choćby zatłoczony ulic obieg
może w tobie jest odpowiedź

Próba dźwięku / EP

Mariusz Słonina

I
próba dźwięku zanim wypuszczę to na głośnik
zanim laser wypali to na nośnik
nim mikrofon pochwyci moje słowa
jeszcze jedna tej nocy z dźwiękami rozmowa
może ten tańczący liść na wietrze
może to stęchłe miejskie powietrze
może śpiewający ptak może pizzy smak
wejdzie dobrym wavem na wolny track
zanim miasto pójdzie spać zrobię z miasta ślad
szklana harfa ja stopa werbel bas
tęczą dźwięków w twarz puszczam to jeszcze raz
jest ich pełna garść chociaż krótki staż
małej czarnej straż nuty z czarnych strun

Trolejbus ostatni

Mariusz Słonina

kagda mnie nie w mocz’ pieriesilit’ biedu
kagda padstupajet oććajanie
ja w sinij traliejbus sażus’ na chadu
w pasliednij, w słućajnyj

*(Szedłem nad doliną Wisły)

Jakub Wolski

Szedłem nad doliną Wisły
Patrzyłem na swą twarz
jak się słania przekornie
w promieniach słońca
Spieszyłem przed siebie
Naprzód
By stąd popatrzeć na swój spokojny rześki krok

Powiewałem potem
Mimo bezwietrznej pogody
jak gałęzie drzew na wietrze
Jak żagiel latawca łopotały mi płuca

A w oczach zamkniętych jak muszle
szumiał mi blask

I potem szedłem dalej
Patrzyłem jak nogi czeszą trawę
I ziemi kijem godzonej raz na trzy kroki
jęków tłumionych słuchałem

*(ciemny człowiek jasne myśli)

Jakub Wolski

ciemny człowiek jasne myśli
spuszcza w noc jak psy ze smyczy
by tropiły i zagryzły to, co żywe samo przez się

ciemny człowiek jasne myśli
ciska w oczy jasnym ludziom
gdy sie dziwią kiedy Słońce
chce oglądać w świetle sztucznym

ciemny człowiek jasne myśli
parzy w napar sił tajemnych
które w drżeniu rąk garbatych
grożą życiopłonnym tryskiem

ciemny człowiek jasne myśli
łyka na poczucie winy
aby w bezdeń jego łona
opaść martwym dziecka płodem

Po co

Katarzyna Wiśniewska

Po co tu jestem?
Pytam cię.
Po cholerę to wszystko!
Czego się spodziewałem…?
Zawsze w takich chwilach milczysz
Ty, Pan i Książę pokoju
wysłałeś mnie na wojnę
Jedyne co zrobiłeś:
uzbroiłeś moje serce
przed kłamstwem
że nie warto kochać człowieka
Co to dało?
Co zmieniło?
Nie wiem.
Przyniosło śmierć
tego, który
dziś stoi przed Tobą
zupełnie nagi, ale już nie zawstydzony
i patrzy na swe odbicie w lustrze sumienia
twarz rozpostartą, lecz nie rozmytą…

listy z frontu

Katarzyna Wiśniewska

czytam
znów
nad brzegiem rzeki przeznaczenia
listy
od ciebie
pisane z frontu
jeszcze ciepłe jak świeże bułeczki wspomnień
jeszcze gorące od pożegnalnych pocałunków
jeszcze płonące ogniem bomb
jeszcze mokre od łez tęsknoty i lęku…
niecierpliwie wyglądam ciebie
zawsze myląc nadchodzącą postać
z tobą — tym, który już nie nadejdzie
i tylko czasem
przychodzę tu
gdzie siedzieliśmy razem wpatrzeni w gwiazdy
i modlę się krzykiem niezrozumienia
wzywając by Pan Nasz i Sprawca tego

od Dyskusji do Dialogu

Katarzyna Wiśniewska

Znów cię słyszę
niezniszczalny rytmie
z doliny
echo niesie mnie na wyżyny
mówisz mi:
wstań i idź!
Długo chodziłem tak
wzdłuż i wszerz
starannie omijając niektóre dzielnice łez.
Dokąd szedłem?
Nie wiedziałem.
Chodziłem tak
od zmierzchu do świtu
i znów
od świtu do zmierzchu
tocząc wojnę na słowa
wydeptując ścieżkę wokół profesorskiego biurka
dreptałem w miejscu.
Chodziłem tak długo
aż weszło mi to w krew.
Od tej pory już zawsze włóczyłem się

Miejskie ZOO

Katarzyna Wiśniewska

prosty człowiek myśli o dżungli

dżungla jest dla niego niebem

dlatego świat zdominowali wojownicy

Dla kogo wiersz...

Jakub Wolski

Dla kogo wiersz?

Dla Ciebie?
Przecież Ty go znasz już od zawsze

Dla Niej?
Przecież Ona nie zrozumie nic
poza tym, że jest ładna

Dla Sztuki?
Kiedy Sztuka przecież umarła na Krzyżu Chrystusowym
i razem z Jezusem z ziemi wzięta spoczęła w niebie trzeciego dnia

Dla Miłości?
kiedy Miłość przecież nie zna słów

Dla Siebie?
A przepraszam, a na chuj mi ten wiersz?

Dla świętego spokoju?
Kiedy wierszem właśnie
wypowiedzieć chcę wojnę

Grenoble 13 czerwca 2008

Transmisja Poetycka 02

Paweł Lubrański

w Niebie
rozbrzmiewa głos poezji wszech czasów:
poetów zapomnianych i niezapomnianych
poetów z marginesu i z podziemia
poetów z podręczników i antologii

w transie odnowy – wracają na ustach
tak wielu
przyklejonych do ścian
wyprostowanych na krzesełkach
wtulonych w fotele
ucztujących przy stołach

realizują misję – przekazać
z mocą trud Piękna,
by nie pozwolić ulecieć
sprawom trwałym

*(smutek ma imię natury)

Magdalena Jóźwiak

smutek ma imię natury
nie krzywdźcie smutku
on szlocha najciszej
i z każdego ranka wydobywa
najpiękniejsze tony rosy
bierze Bacha pod rękę
i kroczy przez zielone lasy trawy

*(w ciszy ostatniej mszy)

Magdalena Jóźwiak

w ciszy ostatniej mszy
zaliczysz moje życie

Pismo

Magdalena Jóźwiak

przez
piasek
papier
nie wiem
i chcę wiedzieć
ludzie stworzyli atramentową gramatykę znaczeń

*(za dużo gadania)

Magdalena Jóźwiak

za dużo gadania
za dużo pisania
za mało życia

Rurka

Mateusz Łapiński

patrzę przez rurkę makaro
nową, jeszcze niekonsumowaną

możesz ujrzeć makarohoryzont
tak w nocy jak rano

połykam jednak rurkę, zwaną także penne
znika perspektywa
czy ja też zniknę?

nie wiem

Od kuchnii

Katarzyna Wiśniewska

wołają
do stołu
“obiad”
stoi
patrzy
nawet nie drgnęła
pomidorowa stygnie
patrzy na świat
przez okna
pokryte tłuszczem
w talerzu maź ciężkostrawnych półprawd
tak smakuje nadzieja?
straciła apetyt
(a łyżka na to: niemożliwe)

4.11.09, Toruń

*(biedronka)

Katarzyna Wiśniewska

przyszła do mnie
siadła na parapecie
jak gwiazda
na powitanie wystawiła nóżkę

młoda jeszcze piękna
uległem jej gdy rozpostarła swe skrzydła
spełniła moje sny
rozwarła niebo nade mną

odleciała
gdy uwierzyłem
w dwa żywioły z różnych bajek

styczeń 2010

*(przystań)

Katarzyna Wiśniewska

anioły co przychodzą nie wiadomo skąd
zawsze nie w porę
zawsze o czasie

biegle wyznaczają tory
cieniem swych skrzydeł
dodając otuchy

oświetlają drogę
pilnują
byśmy nie spoczęli na laurach
czuwają
byśmy trafili do kosmicznego portu

Jak to jest

Katarzyna Wiśniewska

Jak to jest
Nie czuć nic.
Patrzeć i nie widzieć
Słuchając nie słyszeć
Być nieobecnym w bycie
(a może raczej
— być obecnym w nie-bycie?!)
Czy to jest jeszcze życie?

pisanie to zajęcie plugawe

Mateusz Łapiński

pisanie to zajęcie plugawe
gdy szukającego treści
wciąż mami
zwodzący utworu autor
rozcieńczonymi słowami

bawi się z nim jak myszką
gdy on nieporadnie przebiera
swymi łapkami
w poszukiwaniu sensu
pomiędzy danymi wersami

a autor tych to zamieszań
tak jak hydraulik złośliwy
rozkręcił rury
i puścił wodę
na młyn poszukiwań straszliwych

W sklepie

Mateusz Łapiński

— dzień dobry, jestem zainteresowany…
— czym, panie kochany?
— chciałbym nabyć pół deko rozumu,
dwa mililitry irracjonalnych zachowań tłumu
dwie sztuki szału na dyskotekę…
— a przepraszam, dla kogo rozum?
— dla dla dla kolegi.
— a dla pana nie?
— dziękuję postoję.
— dlaczego?
— się boję.

*(Mickiewiczowi)

Magdalena Jóźwiak

bracie Adamie
kochałeś Marylę
Stepy Akermańskie
ciągnące się po horyzont
i grykę kwitnącą na biało
biłeś się z myślą wzniosłą
chciałeś świat ratować
w odruchu Konrada walczyłeś o prawdę
od stuleci prochem się stałeś
i twój szkielet wgryzł się w ziemię
została myśl lotna
i wiersz ironiczny jak lot komara
nie jesteś mi zbyt bliski
choć matecznik niedźwiedzi
a szczególnie chmury poranne zbierające się na burzę południową
zostały w mojej wyobraźni
co z nas zostanie
piszę dwa wieki później

*(zdziwienie w oczach studenta)

Magdalena Jóźwiak

zdziwienie w oczach studenta,
że już nienajmłodsza jestem
pejzażowa ballada
sytuacji z pociągu
gdzie w przedziale
każdy swój dźwiga świat
niekoniecznie obracając się wraz z osią ziemi
idąc zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara
zachodząc czasem ze słońcem
dojrzała ballada
i wciąż
jeszcze zachwyt

Spotkanie

Magdalena Jóźwiak

minął mnie gołąb
budujący gniazdo

Zamiast słowa kocham

Magdalena Jóźwiak

— Jestem.
— Jestem.

Droga autobusem do pracy

Magdalena Jóźwiak

wyobraziłam sobie
czasy okupacji
nagle przypadkowo zgromadzeni pasażerowie autobusu
kryją się w jednym schronie
wśród twarzy widzę pięciu sąsiadów
nawet ci, których towarzystwa niekoniecznie szukam
staliby się świadkami codzienności
od najdrobniejszych szczegółów
po sprawy życia i śmierci
od troski o higienę
zaspokajania głodu
przez sen mniej lub bardziej spokojny
godziny bezsenne
dziwactwa
zniechęcenie
brak uprzejmości
ziewanie
ból żołądka
poznaliby jak się modlę

Zwątpienie

Magdalena Jóźwiak

na wiecznej linie
wiara straciła równowagę

*(smutek)

Magdalena Jóźwiak

smutek
serce ociąga się z biciem

*(mosty intymności)

Magdalena Jóźwiak

mosty intymności
jeszcze
przed nami

*(nie będzie mojej repliki)

Magdalena Jóźwiak

nie będzie mojej repliki
chodząc po lesie sosnowym
nie powtórzę się

Czas się wypełnił

Paweł Lubrański

Ostatnia walizka
już domknięta,
jeszcze dopiąć
szelki

i już mogę wyruszyć
w podróż

w nieznane

a może
zbyt wiele spakowałem?

Bilet w jedną stronę
pieczołowicie
przechowywany w Biblii —
w Księdze Psalmów:

Złożyłem w Panu całą nadzieję
z Psalmu 40
wers drugi

a jeszcze usiądę
na chwilę…

rozglądam się po pokoju
żal to wszystko zostawić

wzrok utkwiony
na krucyfiksie —
ostatnio odkurzyłem…

na stopach dziurawe
skarpetki…

Człowieku umęczonej historii

Paweł Lubrański

Nie będzie już
Czerwca
Października
Marca
Grudnia

nie będzie drutu kolczastego
kolejek spracowanych dłoni
i zadymionych serc

nie będzie Vivat Życie
bez zapomnienia —

nie wzniesiesz w górę rąk
na znak wyzwolenia
nie uciekniesz stąd,
choć pluto prosto w twarz

Nie zapomnisz tego,
pułapką powrót jest —
otwarte drzwi i okno

pozostaną czerwone, brunatne
kryształowe napisy
popiołem manifesty wolności
i wieczne pomniki

gdzie największy monument?

Do Jana od Biedronki!

Paweł Lubrański

Całkiem na poważnie

W Kalendarzu Pamięci
Człowieka Wątpliwości
zapisano:
Odszedł Kolejny
Przyjaciel Boga

czy zdążyłeś pokochać,
Pasterzu?
Czy strofy Twych wierszy
rozpalone gorliwością
Przełamanego Chleba
dawanej jałmużny,
przebaczyły? —

nie znałem tej
Miłości,
oddechu Ewangelii,
karmiącej Modlitwy

rozpoznałem jedynie
skromność —
wiek życzliwy
i ten

Kult Powołania

Sprawiedliwość dziejowa

Paweł Lubrański

Kolejna wielka
Rocznica —
z zakurzonego albumu
wyciągnięte
zdjęcia bohaterów —
Świadków Prawdy,
Strażników Prawa

a Ty?
Oko w oko
z ukrytym pięknem
Słowa Prawdy

fałsz Historii
tak!
Ona może
mówić…
sprawiedliwość dziejowa,
gdy wystawiasz
rachunek za honor —
bez policzkowania

spór — batalia — wojna
wciąż trwają
Ktoś nadstawia karku
spędza życie na wygnaniu
na własną rękę żyje w traumie

W Ogrodach Jesieni

Paweł Lubrański

dziś możemy dokończyć
rozmowę —

przerwał ją szyderczy
uśmiech dozorcy
i
pełne wyrzutów
spojrzenie
Pana spod Szóstki —

dziś dokończyć możemy,

mówić o pogodzie na jutro
o wspólnej przyszłości
o naszych szaleństwach
o ściganiu sensu życia

jaka cena odwagi
i jaka cena miłości?

dziś i tylko dziś

w Ogrodzie,
który Nas gorszy,
czego mam strzec?

Zachowujesz milczenie?
Nie pytać już?

niech mi ktoś
zamknie gębę

Nie karmić ptaków

Mateusz Łapiński

przyleci toto niewiadomo skąd
wiadomo natomiast po co:
zjeść i ozdobić pomniki. Impresjonistycznie.
Stąd gdy obsiądą Stary Rynek
i każdy najmniejszy nawet budynek
i choćby obiecywały tobie Bóg wie co
i choćby nad twoją głową demonstracyjnie
przelecą
ty ze snu podnosząc skroń
nie nakarm ich
ty bułkę chroń
właśnie dziś.
To nic, że słyszysz wciąż dookoła:
hej gołębie, wróble i kruki,
szarpajmy bułkę na sztuki
ty tak zawołaj:
do żadnej darmojedzącej mordy ptaka

Żywot Wędrowca

Paweł Lubrański

Wędrowiec —
wygnany tułacz
w pamięci
złodziej — zbrodniarz — kłamca

jego czyny
nie osądzone

kara?
Zadrwił z niej

żal tuli go do snu
marsz spokojnych myśli
zagłuszony

wina go zawstydza
unika hańbiącej
niewoli

gdzie pójdzie dalej?
czy pójdzie dalej?

Spełnia się
Twoja Mowa
Przebaczenia

wybiera prawość
i szlachetność

i idzie dalej

Wędrowiec —
Wierny Sługa

Dłoń

Magdalena Jóźwiak

grożę
biję
odpycham z siłą
chwytam, by dusić
pięścią okładam
odbieram godność
dzielę
kradnę
niszczę
razy wymierzam
krzywdzę i ranię
wciskam spust broni
zadaję cios śmiertelny

a miałam

otuchy dodawać
osłaniać
przygarniać
ratować
błogosławić
łzę ocierać
witać
zwaśnione godzić strony
karmić
budować
czułość wyrażać
chronić i pielęgnować
uczyć, wskazywać
serce na sobie dawać

*Piosenka antyBohaterów

Katarzyna Wiśniewska

w czasach nijakich żyliśmy
ciężkostrawną iluzją karmieni
pospolitą administracją
na rzeź byliśmy prowadzeni

w masowej konsumpcji
tego co w publicznej przestrzeni
elegancką strawą na bankietach było
myśmy na co dzień, o jakże zagubieni

śmierć była łaskawa
bezbolesna nawet
zabijała śmiechem pustym
seksem przygodnym
piękna była
bliska nieznajoma
o imionach wielu nadużyć

a wszystkie święte
i takie nieumyślne

narodzenie

Katarzyna Wiśniewska

boję się
gdy już zabraknie
powietrza i światła
nie będę
jak wtedy
w dniu narodzin

23.05.07

przedsmak

Katarzyna Wiśniewska

[Przestraszonym pisklakom]

otępiałym słuchem
łowię dźwięki
w siatkę na motyle
z godziny na godzinę
z dnia na dzień
taniec
boleśniejszy
i
piękniejszy
jeszcze
w wielkiej hali świata
nie słychać jak płacze Człowiek
mały
pokurczony
zamknięty w skorupie
w zaplątanej sieci
w supłach i pętelkach
niczym fałdach kory
planuje
projektuje
buduje
swój mały intymny bezpieczny świat
nudy
życie zamieniając na makietę
ludzi w pionki

19.02.08, Toruń

300?

Mateusz Łapiński

był mały, niepozorny
skulony na chodniku
pomiędzy odgarniętym na boki śniegiem
drżał na wietrze
a jego czarna skóra
wydawała się być
przesiąknięta wilgocią.

jego ruchy były
jak niby-ruchy niby-nóżek
prawdziwej ameby
- po omacku szukającej Celu i Sensu

lecz gdy chciałem go podnieść
ofiarować mu nieco ciepła
tak po ludzku
on stanowczo furkotnął
a wiatr był mu sprzymierzeńcem

Śniegu

Mateusz Łapiński

co zasypujesz
sprawiedliwych i niesprawiedliwych
co przykrywasz
to co piękne i to co brudne
który jesteś radością dzieci
i zmorą drogowców

spuść białą zasłonę
na to, co w świecie przewrotne
- niech z tobą odejdzie
na wiosnę.

Prośba

Mateusz Łapiński

O Boże,
który widzisz jak rzucam mięsem w bezsilności
spraw bym stał się wegetarianinem
który z prostotą marchewki
wyrazi się owocniej

Oddalenie

Mateusz Łapiński

warto jest się oddalić.
aby móc przyjrzeć się z dystansu
rzutu kamieniem w potępioną z góry sprawę
aby pozwolić na samodzielność
dziecku, które właśnie staje się ciałem i duchem
jedno z drugim dzieckiem
aby zobaczyć, że wcale nie jest tak źle
bo z oddalenia widać horyzont
a nie tylko czubek nosa
nosa, który zamiast być wiedzionym
wiedzie Cię tam, gdzie nie chcesz.
dobrze, że nie jest w stanie Cię opasać.

W Przecznie

Mateusz Łapiński

w starym i cichym na starość
domu Tego, który mieszka wszędzie
spokój i rytm od stuleci ten sam

lecz jest jedna chwila
gdy całość drży w posadach
gdy Niebo się z Ziemią styka

na dźwięk dzwonków,
rozedrganego jak lilie
pod ciężarem rosy

Niedługo

Mateusz Łapiński

to już niedługo
a tak niby jeszcze wiele czasu

czekam na transsubstancjację:
gdzie człowiek niby ten sam, ale
dwojgiem w jednym
- ot, takie Przeistoczenie
w życiu codziennym

niby tysiące razy się na Ziemi
zdarzyło,
ale mi tylko raz
się zdarzy.
Z tą jedną. Jedyną.

Mojej grupie

Mateusz Łapiński

dziękuję Wam
za te dwa lata:
za odkrywanie
pospołu tego
kim i po co jesteśmy
i kim jest Tata

Jemu dziękuję
za to, że dał mi
być obecnym przy porodzie
Waszych przemyśleń,
postaw i postanowień;
często niełatwych

dzięki raz jeszcze Wam
za to wszystko
co od Was dostałem
- długo by liczyć!
więc skończę:
amen.

Na placu zabaw

Mateusz Łapiński

dano nam zabawki
do ręki
dla dużych dzieci
zabawki
to są poważne narzędzia
nie jakieś byle
pukawki
a teren zabawy jest spory

co z tego?
zabawa idzie niespójnie
wciąż przepychanki i kłótnie
tamten obraża
tamten znów butnie
Bóg chyba w swych oknach opuścił story

———

  • Dziś to Ten Dzień. Idziesz na wybory?
  • Nie idę…
  • Dlaczego??
  • Ten kraj jest chory…

10.04.2010

Mateusz Łapiński

odlecieli
nie wrócili
jak taki wyjazd może stać się
sytuacją
która stawia człowieka na granicy
jego skończoności
ot tak – w jednej chwili

o Panie, podaj mi skrzydła!
niechaj się wzniosę nad poziomy
swojej ułomności

Po dniu kobiet

Mateusz Łapiński

Gdy kupujesz kwiaty swojej ukochanej
gdy stoisz w kolejce po czekoladki
czy myślałeś kiedyś o tym,
żeby złożyć życzenia Ekspedientce?

ale czy tylko jeden dzień do tego skłania
żeby się paniom na ulicy kłaniać
czy w swoim biurze mówisz codziennie
“Dzień dobry” paniom, które tam sprzątają?

bo gdyby nie one, to pewnie byś musiał
nie raz nie dwa razy wybierać
pomiędzy obstrukcją
a zapaskudzoną klapą
w męskiej toalecie.

Modlitwa o rozum

Mateusz Łapiński

Boże
daj rozum.
tym co bezrozumnie
głowę jak paw ogon
wysoko noszą i mówią:
to Ja.

Ech, to nieważne
i tak na palto
ptak wszystkim.

O papierze

Mateusz Łapiński

papier – cierpliwy przyjaciel
każdemu ufa
w każdym pokłada nadzieję
nie jest jak tusz,
który się skończy
cierpliwy jest, łaskawy
nie szuka poklasku

znowu nie wyszło?
no to bach! do kosza.
będzie następny arkusz.

nad herbatą

Mateusz Łapiński

tak łyk po łyku
nad herbatą siedzę tak
i ku wieczności

ślisko, szybciej, czekasz

Mateusz Łapiński

śliski chodnik idzie tuż pode mną
ja tuż nad nim byle szybciej
czekasz

bluźnierca

Katarzyna Wiśniewska

a gdybym
to ja siedział
na tym tronie
świat byłby inny:
Bluźnierca

23.05.07

bumerang

Katarzyna Wiśniewska

próbuję
spalić Cię
na stosie zapomnienia
na szczęście
bezskutecznie
powracasz jak bumerang
na skrzydłach ocalenia
Bóg zapłać za wszystkie oddalenia

kodeks prasy

Katarzyna Wiśniewska

zdumiewa mnie
nieprzebrana moc kreacyjna
jak ty to robisz że najmniej faktów jest w fakcie
rusz głową
wyobraźnia upiększa
ale i zadaje rany
jak daleko się posuniesz do czego
nastawienie czyni różnicę
twoje: nie zna granic
słowa jak bomby
zrzucane na jednostki
nasiąkające ich wagą
tworzące plastyczną masę
ulepisz z niej melodię – podkład marszu wojennego
i jeszcze Nobla ci za to dadzą
nawet śmierć twoja
nie otworzy im oczu
na prawdę

*(nocne stukanie)

Katarzyna Wiśniewska

komody pełne zadań
wszystkie na wczoraj

szuflady pełne
długów wdzięczności
kredytów zaufania
pożyczek na miłość

nocą otwieramy pudełka
rozliczając serce z rozumem
zestawiając iluzję z prawdą

o świcie musimy być gotowi
na kolejne kłamstwo

to tylko zakurzone kartony myśli
nie pozwalają zasnąć

to tylko życie puka do drzwi

prosi:
„otwórz mi‟

miasto

Katarzyna Wiśniewska

mam tak samo jak ty
miasto moje a w nim

cisza
tylko ona
jeszcze słucha

mojego lęku przed emigracją

Na końcu kolejki (Ostatni będą pierwszymi...)

Katarzyna Wiśniewska

houston, mamy problem
dziś już poezja nikogo nie interesuje
pisana esperanto też nie jest rozumiana
może gdyby była kasowym projektem dofinansowywanym ze środków Unii Europejskiej
ale póki co większą siłę przebicia mają mp4 i iPad
poezja jest dla tych co uchodzą za przegranych
a przecież choć wzywa do tego, co w górze
z nizin pochodzi
i ratuje życie
od skrzeczącej monotonii
od rutyny

zaraza

Katarzyna Wiśniewska

boję się
że warszawski high life
nie okaże się bramą do Ziemi Obiecanej
że okaże się blady i obcy
a moja przygoda życia
z fascynującej przerodzi się w cudzą smutną opowieść
przepełnioną samotnością
której sens w ostatecznym rozrachunku okaże się wątpliwy
a najbardziej boję się tego, że przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić
i że się nie obudzę
że pojadę tramwajem nr 6
prosto na zachód
sprzedana za bezcen
najwyższa wartość
oswojona z unicestwieniem

autorytet

Katarzyna Wiśniewska

nie szukam już twoich śladów
idę po nich

śmierć

Katarzyna Wiśniewska

nikogo nie obchodzi

zewsząd chłód
koić ma ból

nie byłaś święta
przegrywasz z własnym wizerunkiem

*(poza)

Katarzyna Wiśniewska

mówię do ciebie
cicho
by nie spłoszyć
milczysz
mówię do ciebie
tak jak umiem
by lepiej rozumieć
milczysz
mówię do ciebie
abonent czasowo niedostępny

którędy droga?

Katarzyna Wiśniewska

kiedy myślę o tamtej stronie
myśli wirują jak szalone
od pragnień
od niemocy

parami

Katarzyna Wiśniewska

Gdzieś tam
pośród biegu dni
pośród ulotności chwil
zaproponowałem ci
(choć uwierz mi
bałem się podobnie jak ty)
nie szloch pustych czterech ścian
a szept naszych ciał
nie bój się zaryzykować
kochając nie tracisz
i stało się
wniebowstąpienie
bo do nieba idzie się parami

miss sajgon

Katarzyna Wiśniewska

doprowadziłeś mnie do granicy
szaleństwa
zdziwaczenia
obłędu
do miejsca w którym człowiek odkrywa że
jeszcze nie umarł
a już nie żył
jak to dobrze
choć Ty jeden
nie postawiłeś na mnie błogosławionego krzyżyka
wciąż reanimujesz
żywego trupa

potrzeba

Katarzyna Wiśniewska

Dlaczego
ludzie
są tak mali,
skoro
Człowiek
jest tak wielki
Rekonstrukcja Serca

muzyczny

Katarzyna Wiśniewska

Do La Mi
Ja i Ty
Re Ti So
Dobrze się nam razem szło
So Fa Re
So far away …
TODAY

daleko

Katarzyna Wiśniewska

Tam daleko
nie zapiał kogut.

Tam daleko
nie zaśpiewał słowik.

Tam daleko
nie zapłakał nikt.

Tam daleko
cisza krzyczy najgłośniej

jeden

Katarzyna Wiśniewska

dlaczego
wyspowiadać się można tylko w jednym języku
nie-mowa

starość

Katarzyna Wiśniewska

młodością nietrwałą
zadeptujemy starość
łatwo wygwizdać przyszłość innych
co zrobimy z własną

pułapka

Katarzyna Wiśniewska

Tam
w brudzie kałuży
moja gęba
twarz Judasza
przełamałem nią rozmytość
twojej tym-tu-czasowości
by wyzwolić cię z pułapki
ludzkiego milczenia
(tu moja droga się kończy)
nie operuj moich blizn skalpelem oskarżeń
nie prostuj drzew
posadź choć jedno
własne
by na chwilę opuścić klatkę grzechu

Cisza

Mateusz Łapiński

Cisza dookoła
a w środku nie-pokój,
nie-kuchnia nie-posprzątana
nie-warto tak czekać
może z rana
coś się odmieni się
tymczasem
zasypiam w nie-pokoju,
nie-sypalni
nie-ważne
gdzie
byle

Step by step

Katarzyna Wiśniewska

naucz mnie chodzenia
po ziemi

ale tak by głowa wciąż opierała się
sile grawitacji

i zadzierała do góry
próbując wedrzeć się przez otwarte
okno nieba
niczym przez dziurkę od klucza
podglądając
to, co
nie tak oczywiste
a
tak możliwe

nie w nibylandii
a tu i teraz

Veermer dziś

Mateusz Łapiński

jest taki obraz mistrza z Delft:
nalewająca mleko
jak słońce przez okno
tak mleko się sączy do garnka

dziewczyna ani ładna ani brzydka
w dawnym stroju holenderskim
robi to, co zwykle. Starannie.
wiadomo, że Mona Liza doczekała się
wielu wariacji, mało jej kaftanem nie skrępowali
Kot Leonarda krąży pomiędzy nogami uczniów,
zebranych wokół ostatniej wieczerzy i myszki
miki
dziewczyna ani ladna ani brzydka
w dawnym stroju holenderskim
robi to, co zwykle. Starannie.

z dzbanka leci. Zawsze kokakola

T jak komar

Katarzyna Wiśniewska

wkomponowałeś nas
w kolorystkę
nieba

wygrywając melodię
na co drugiej strunie
dziurawej gitary
ozonowej

nie dziw się
nie możemy złapać rytmu

porwani
tańczymy na krawędzi kosmicznej przestrzeni

i tylko tęsknota
dowodem na bliskość gwiazd

Strumień

Magdalena Jóźwiak

Gdy zapytasz strumień czy akceptuje swoją drogę
nie odpowie, że nie ma wyjścia
będzie płynąć dalej
biec ku drodze, która jest
której końca na razie nie zna
ale którą przebiega wytrwale
nie rozbije swej krystalicznej czystości
o postrzępione krawędzie kamienia
nie potłucze niezmąconej przezroczystości
nie zatrzyma się w zwątpieniu
nad sensem swego istnienia
płynnie nanosi w owalach wody
pasma i przełęcze piasku
niezachwianie trwa
nieświadomie udowadniając sens przepływu i przejścia

Perła

Jakub Wolski

Przyjaciółce

Zanurkował w lagunę muzyki intymnej
którą ukochanemu swemu dała na drogę
ku pokrzepieniu

Płynął przez fale i barwy błękitu jej łona coraz głębiej
aż do bezdechu dna

Tam w słodkozimnym cieniu odnalazł
Perłę jej skrytą…

wyrwał

Wypłynął i legł perłą
kładziony
jak chorobą śmiertelną
w pierś

Kraków, marzec 2009

Że co?

Mateusz Łapiński

Myślisz, że warto pisać. Myśl.
Warto pisać, że myślisz. Pisz.
Piszesz, że warto myśleć. Warto.
Warto myśleć, że piszesz.
Że co?

bez Manifestu

Paweł Lubrański

brzydzić się kłamstwem
eleganckim krokiem wejść na scenę
zapowiedzieć nowe
mądrość tak wiele pragnie powiedzieć
akt zgody na taki bieg wydarzeń — bo warto,
nic to nie kosztuje
inaczej postrzegać siebie i świat
fantazje odłożyć na margines
egzamin z życia zdać
swobodnie mówić do tak wielu
trud podjętej walki — zmagania o Dobro
uwolnić słowa
bez manifestu

Autoportret - bez poprawek

Paweł Lubrański

spowiadać się?
z czego?

przecież tak daleko od życia
na marginesie
bez współczucia
bez zadowolenia

nieujarzmiona Cisza,
a w niej

mój bełkot
wstręt do swobody

poznaję ból
uformowania z gliny

rozpoznaję Twoje
drżące dłonie
szukające kojącej
pociechy

wypatruję prawdy —
prawdy o sobie

wnoszę o poprawki

Przed snem

Magdalena Jóźwiak

Dedykuję wszystkim przepracowanym

Na płótnie

Katarzyna Wiśniewska

na alabastrowym płótnie mej skóry
mieszasz farby
odcienie naszych emocji
iskrzące ogniem naszych uczuć
starannie sprawdzasz grunt
a gdy podkład jest już gotowy
delikatnie muskając pędzlem
nakładasz pierwszą warstwę farby
mierząc proporcje
łagodnie
wypełniasz puste pole
tak
by cała powierzchnia nabrała odpowiedniego koloru
to wyjątkowe dzieło
nie zapalasz papierosa
rozpalony namiętnością tworzenia
nie odczuwasz zmęczenia
w perspektywie
nieustającego aktu twórczego

Niedoskonała

Magdalena Jóźwiak

gdy stanę przed Tobą
nie będę bez skazy
nie ulęknę się jednak
światła Miłości
podejdę
niedoskonała

Progres wiosny

Magdalena Jóźwiak

punkty zieleni
plamy zieleni
pola zieleni

Czoło jak rewolwer

Jakub Wolski

dla Zuzi

Przyłóż mi do skroni
czoło zimne jak rewolwer
i trzymaj język na spuście
tak by zamarły myśli

Obwiąż mnie sobą
jak drutem kolczastym
i poraź
paznokci prądem
wzdłuż labiryntu żył

A gdybym jednak spróbował zbiec
Przysuń mi do ucha
ust żelaznych pierścień
i szeptem…
rozwal mi łeb

Sześć łez

Jakub Wolski

Sześć łez, po trzy na oko, to wszystko na co mnie stać.
Liczę pojedynczo, bo parami wyszło by tylko trzy. Trzy to mało by, po kropelce na głowę, ugasić gniew Trójcy. Ja powinienem mieć najmniej dziesięć za wszystkie złamane przykazania
i kolejnych sto za wszystkie złamane serca…

Surogat?

Mateusz Łapiński

zamiast konfrontacji
kooperacja
zamiast kohabitacji
korelacja
zamiast parytetów
paralelność
zamiast kopulacji

kochanie

nie tylko się
ale i wzajem

Kobieto,
mężczyzno

— warto postawić na nie?

Na deskach teatru

Katarzyna Wiśniewska

ku Tobie wyszłam
zza ciemnej, ciężko opadającej na deski
naszego teatru kurtyny
szłam ku Tobie
ze zgaszonej, mrocznej sceny
prowadziło mnie tylko
małe światełko
— promyk nadziei —
i wiara
w to, że czekasz
— jak po każdym przedstawieniu —
przed garderobą
z kwiatami
by przywitać mnie
pocałunkiem topiącym moje maski

wiesz dobrze
znów cię zdradzę

przyjdź Nieuczesana

Mariusz Słonina

przyjdź
nieuczesana

nie potrzebuję blasku świec
przy stoliku
gdzie wszyscy na mnie patrzą
potrzebuję
Ciebie

przyjdź
Nieuczesana

w imię Ojca

Mariusz Słonina

stoisz przed ołtarzem
w świetle zapalonej świecy
pokazując światu swą pokojową dłoń
pomiędzy rozśpiewanymi ławkami skamieniałych oczu
na mglistej czerwieni dywanu wiary
przeklinasz mnie w imię Ojca
gwałcisz w imię Syna
mordujesz w imię Ducha Świętego

zdjęcia

Mariusz Słonina

dostaję od ciebie zdjęcia ludzi
którym w ostatniej chwili życia
dano skrzydła
za słabe
bo zamiast wzlatywać do nieba
spadali

chowam je do szuflady w biurku
dużo mam już takich zdjęć

wiesz
możesz przynieść mi następne
chociaż nie wiem czy je obejrzę
po co?

przebacz nam

Mariusz Słonina

Ojcze niewidomych o głuchych oczach dusz
Ojcze głuchoniemych o ślepych mgnieniach słów
Ojcze trędowatych o wyblakłych biciach serc
przebacz nam, że nie chcemy widzieć
przebacz nam, że nie chcemy słyszeć
przebacz nam, że nie chcemy kochać

alz I

Mariusz Słonina

więc
jestem
oto
nie ma mnie

snuję się
po wyblakłych kartach
chwil

próbuję pytać
nie wiem
jak

szukam
pod wyschniętą łzą
twoich wspomnień

ty?
– tak to ja
kto?

więc
jestem
oto
nie ma mnie

szukam ciebie

Mariusz Słonina

C G d a
tak prosto powiedzieć tak trudną rzecz
prosto jest kochać – wystarczy chcieć
tak prosto wierzyć w te słowa, lecz
to proste mówić – a trudniej biec

F G
wśród bieli chmur i gwiazd na niebie
a G
w zieleni drzew ja szukam wciąż ciebie
F G
gdzie są te ślady po twoim śpiewie?
d a
hej! nie chowaj się już

w chowanego

Mariusz Słonina

bawimy się w chowanego

chowam się w cieniu latarni
chowasz się w świetle ulicy

mam cię
nie masz mnie
mam cię
nie masz mnie

znalazłem cię
w witrynach neonowych luster
zapadłą w nagi betonowy sen

masz mnie
nie mam cię

znalazłaś mnie
rozlanego na murze –
farbę wsiąkniętą w cegły
cegły wsiąknięte w farbę

masz mnie
nie mam cię
masz mnie
nie mam cię

uciekam w miasto

Mariusz Słonina

spowity pajęczyną
świateł miast

z codzienności wyrwany
by Trwać

rzucam brukiem w mur

uciekam w Miasto

jp2

Mariusz Słonina

chciałem powiedzieć

prosiłeś bym nie powiedział ani słowa
prosiłeś bym się cieszył
nie uronił ani jednej łzy
nie pochylał głowy
zgasił znicz

powiedziałeś –
otwórz drzwi
idź

tak teraz

Mariusz Słonina

tak teraz
siedzimy w nowych klasach
przy komputerach
przy nowych czystych ławkach
w wygodnych fotelach

tak teraz
uczymy się o wypchanych portfelach
papierowych marzeniach
przyjaźniach w kieszeniach
trzymamy broń
strzałem w skroń
zbawiamy świat

tak teraz
nie ma nas jesteśmy nieraz
przysypani propozycjami
zagrania głównych ról
w telenowelach

na kawie

Mariusz Słonina

usiądźmy przy oknie

kelner
dwie kawy proszę

popatrz
na te piękne białe serwetki
na porcelanowe filiżanki
nowy czysty obrus

pijesz zadumana nad losem

muchy na suficie
jaka dobra kawa

więc twierdzisz

nie, nie twierdzę
wiem

chodźmy popluskać się w kałużach

są takie brudne

umyjesz włosy w deszczu

będą na nas patrzeć
ludzie przy stolikach

niech patrzą

kelner

16 minut

Mariusz Słonina

tym, którym tych szesnastu minut zabrakło

przychodzisz naga
złotą wstęgą kryształowych chwil
w jedwabnym dotyku promieni słońca
siadasz przy mnie
twarzą w twarz
na skrzydłach gwiazd
mówisz: chodź

oto jestem
na wyciągnięcie błękitnej dłoni
otulony w tobie świetlistą
smugą tytanowej mgły
chowasz mnie w swojej piersi
oddychasz we mnie
zastygłym w ruchu szeptem dni

pacyfka

Mariusz Słonina

kiedy śpiewają o miłości twierdzą że
tą miłością zmienią cały świat

kiedy śpiewają o pokoju twierdzą że
tym pokojem obdarzą każdego z nas

kiedy śpiewają o równości twierdzą że
na ulicy podadzą każdemu dłoń

jedną dłonią malując siedem tęczowych barw
drugą ładują broń

powiedzieli TAK dla wojny
powiedzieli NIE dla pokoju

kiedy śpiewają o wolności twierdzą że
dadzą wolność każdemu kto będzie chciał

choć na twarzach siedem tęczowych barw
serca mają jak siedem zatrutych miast

supermarket

Mariusz Słonina

półki pełne świństw
koszyki pełne kłamstw
kolejki bzdur
w portfelach nienawiść
w kasach broń

dorośli

Mariusz Słonina

dajmy dorosłym place zabaw
tak bardzo chcą być dziećmi

dajmy dzieciom broń do rąk
tak bardzo chcą być dorośli

dzieci

Mariusz Słonina

dzieci płaczą
są głodne są chore
nieszczęśliwe
umierają w samotności

nie mają rodziców
nie mogą się bawić
nie mają gdzie
i świat im zabrania

chodzą po ulicach
obdarte z marzeń
z dzieciństwa
zabrano im ulubione zabawki
ale przede wszystkim
szczęście
niewinność
życie

dzieci
wydłubują lalkom oczy
wyrywają im ręce i nogi
strzelają do siebie
zamiast się bawić w piaskownicy

krzyż

Mariusz Słonina

krzyż
ciąży
ale tylko w godzinach pracy

zrzucany
gdy inni nie patrzą

zakurzony
czeka
na następną paradę

zapróchniały
powoli umiera

zapominamy
że jest nam niezbędny

że życie
nie jest prostsze
bez niego

drzewa

Mariusz Słonina

Drzewa
nie rosną
jak grzyby po deszczu

trzeba je szanować

Drzew
jest coraz mniej

już prawie żadnego

ludzie ścinają ostatnie

powietrza coraz mniej

Mariusz Słonina

kłębek myśli
w rogu pokoju

zbitek
samozwańczych idei

zlepek
bezperspektywistycznej gmatwaniny

bez kropki nad i

a
powietrza
coraz mniej

tak dobrze

Mariusz Słonina

nie mów że
nie ma już mnie
że w oknach
nie ma już szyb
na niebie gwiazd
i świateł miast
tak dobrze
nie wiedzieć nic

szachy

Mariusz Słonina

gram z dziadkiem w szachy

w pierwszym uderzeniu
przegrywam na całej linii…

postawiwszy wszystko na jednej karcie
prowadzę natarcie ostatkiem sił

w zamglonym spojrzeniu
niebieskich oczu dziadka
po raz pierwszy w bitwie zadaję cios

– co to jest SZACH?

ściana

Mariusz Słonina

a powiedzieli – nie ma po co
a powiedzieli – jesteś za słaby
nie poradzisz sobie

wchodzę pierwszy raz

wszedłem pierwszy raz
nie powiedzieli nic

miasto

Mariusz Słonina

budzisz mnie dotykiem ścian
tulonym w oknie zgiełkiem dnia
w oddechu betonowych drzew
znów szumi wiatr
mówili mi: nie warto iść
ulicą asfaltowych dni
lecz mimo im jestem
(o) krok jeden do przodu

to moje miasto
oddycham nim
moje miasto

uciekam w miasto
w miejski deszcz
moje miasto

gc

Mariusz Słonina

1.
nie pytaj skąd
lecz zobacz – wiem
w ramionach twych układam świt
i drogą tą
wykrzyczę szept
a szeptem twym ugaszę znicz

i nie stój tak
dwulicem dni
na bruku ciał, dwurzędem słów
to piasek w twarz –
bo gdybyś chciał
zapisałbyś otwartą z dróg

2.
i każdy z nas myśli, że kiedy wschodzi
to wschodzi najjaśniej, a przecież – –
to każdy z nas więdnie powoli
w zderzeniu myśli

3m

Mariusz Słonina

to ja – miasto twoje
maszyna

to ja – ulica twoja
kombinat

mrugam – zerem – ci
mrugam – jeden – ci
to ja – Q-w.a.s-ZX

światło twoje – to ja
myśli twoje – to ja
droga twoja – to ja
woda twoja – to ja

mrugasz – zero – mi
mrugasz – jeden – mi
to ty – Q.werty-ZX

za 10 dwunasta

Mariusz Słonina

przychodzisz w ciszy

po białej dworcowej linii
w kropli jeziora rozbitej o mur

krętymi uliczkami sumienia

Lozanna, 31.12.2007

astronomowie

Mariusz Słonina

Astronomowie nie śpią w nocy
kierują swoje teleskopy gdzie nie odkryte –
wprost na pajęczynę na poddaszu

małym ołówkiem dodają do siebie
nieomylne ruchy mrówek na posadzce

nastawiają radioodbiorniki żeby słuchać
szelestu liści na podwórzu

i – w bladym pomruku porannego słońca
uparcie trzymają kurtynę nocy

wrzesień

Mariusz Słonina

i liście z drzew
na rozkaz

i znicz, co nim zgaśnie
wywrócą

i chłód w twoich ustach
jak rozpacz

i w świt ścieżki świata
zawrócą

tylko

Mariusz Słonina

bo przecież nie umiemy inaczej

potrafimy jedynie rozmijać się o minutę lub dwie
w rozkładzie

to takie proste powiesić fotografię
na pustej ścianie

na pustej ścianie
pomruk lampki

tylko

z herberta

Mariusz Słonina

i dzbanek rozbity
i świtanie tapet

popatrz –
uginam się pod ciężarem
tanich klawiatur

myślałem –
płacz kochanków może być piękny
nawet w przypadkowej kombinacji
klawiszy

a tymczasem
przegrywam dwa – zero
jak niejeden Wojaczek
w brudnym hotelu Sieci

próba słowa

Mariusz Słonina

Światło!

i akcja –

poznajesz?
to krok twój szybki

na dnie szuflady
w próbie słowa

make-up

Mariusz Słonina

malujesz usta szminką szarych dni
pomieszanych z różem nieba

twe włosy
rozwiane w szept luster
n i e u c z e s a n e
tańczą na wietrze zbudzonych ze snu świateł

bezszelestnie podkreślasz błękit oczu
kryjąc pod tuszem gorąc nocy
nieśmiały uśmiech
przyspieszone bicie serca
nas

przed wyjściem w miasto
tulisz mnie jeszcze
nagim spojrzeniem brwi zapomnienia

wiem
nikt się o nas nie dowie

nieuczesany

Mariusz Słonina

tak pięknie mówisz
o wielkich czynach
z długopisem w dłoni
– te salwy braw

obnażasz mnie
w swym wielkich słowach
zabierasz słońce
i deszcz

wiesz
mam swoje drzwi
swoje lustro
i dom

wiesz
idzie noc
a gwiazdy spadają
nocą

samoświadomość

Mariusz Słonina

nocą,
gdy wszyscy śpią
rozpalamy głodne ogniska
wspomnień jutra
tańcząc z chłodem ścian
zastygli w bezruchu samoświadomości

nie usnę

Mariusz Słonina

choć przyjdzie noc ja nie usnę
i będę szedł a choćby w deszczu
nie będę zbijał siebie z luster
nie będę kładł się spać o zmierzchu

na skrzydłach wzbiję się ponad to
co twarz mą razi stęchłym gustem
do celu zaprowadzę Miasto
choć przyjdzie noc ja nie usnę

nie widziałem

Mariusz Słonina

nie widziałem
czterolatka z karabinem w ręku
ale sześciolatka z fajką w piaskownicy
mówiącego: pierdolę was chuje

nie widziałem
zabitych w ataku bombowym
ani noworodków wyrzuconych na śmietnik
ale pijanego faceta katującego swoje dziecko

nie widziałem
pustynnych ogni
nie słyszałem huku armat
ale szept umierających w podrzędnym szpitalu
gdzie na swoją śmierć czeka się w kolejce

e-ro.ty-k

Mariusz Słonina

a tam – ty
o twarzy twej na łamach piszą
czoła pot i gołąb serca
na zdjęciach

a w nich – ty
w twoich rękach billboardy wiszą
jak życie twe
do wynajęcia

w tobie – ja
poważny pan
w sztruksach i trampkach
do wzięcia

próba dźwięku

Mariusz Słonina

próba dźwięku zanim wypuszczę to na głośnik
zanim laser wypali to na nośnik
nim mikrofon pochwyci moje słowa
jeszcze jedna tej nocy z dźwiękami rozmowa
może ten tańczący liść na wietrze
może to stęchłe miejskie powietrze
może śpiewający ptak może pizzy smak
wejdzie dobrym wavem na wolny track
zanim miasto pójdzie spać zrobię z miasta ślad
szklana harfa – ja – stopa werbel bas
tęczą dźwięku w twarz, puszczam to jeszcze raz
jest ich pełna garść, chociaż krótki staż

alz IV

Mariusz Słonina

jesteś
choć nie znam cię
każdego dnia
przynosisz kubek ciepłej herbaty
rozmawiasz
choć nie rozumiem słów
nie pamiętam

to wiatr – popatrz –
tańczą liście na drzewach
w uśmiechu letniego słońca
coraz szybciej robi się ciemno
za chwilę spadnie śnieg
już pada

te cienie to ludzie
pamiętasz? – cień to tak jak
otula nas światło gdy pada na ściany

…światło?

siadasz przy stole w kuchni
czytasz
po twej twarzy cicho płyną łzy
dlaczego płaczesz?

ulicę stąd

Mariusz Słonina

F13sus2 FmM13
widziałem dziś, ulicę stąd,
C7+
głodne serca głodnych rąk
C C7+ C

widziałem dziś, ulicę stąd
karmił je miłością swą

mówili mi: przychodzi sam
w środku nocy, w środku dnia

przyszedł dziś, zapukał i
zatrzasnąłem przed nim drzwi

teraz tylko puste sny
puste słowa, puste dni

mimo wszystkich przykrych chwil
nie zamykaj proszę drzwi
wrócę do ciebie
wrócę do ciebie

Nieuczesany

Mariusz Słonina

Przychodzi sama. Niespodziewanie. Kiedy czekasz na Nią, nie przyjdzie. Widzisz Ją w oczach ludzi, mijasz na ulicy, czujesz Jej oddech w światłach miasta. Siada obok ciebie na ławce w parku, często czeka tam, gdzie cię nie ma, słyszysz Jej śpiew w codziennym życiu. Musisz być gotowy, bo kiedy przyjdzie, nie będzie odwrotu. Gdy Ją odrzucisz, nigdy nie wróci.

dedykowane

Mariusz Słonina

a E
choćby mówili
ej, nie warto starać się
choćby wyśmiali
jednym słowem skazali cię
Ep3

choćby przyszli
po ostatnią twoją rzecz
choćby przyszli
odebrać ci życia sens

F E F
przed siebie idź!
a E

chociaż nie wierzą
w żadne z twoich słów
chociaż się śmieją
z marzeń twoich znów

przed siebie idź!

Ep3
1|——
2|—x–
3|-xx—

O wschodzie metra

Piotr Rudera

O poezji i „Transmisjach Poetyckich”, z Mariuszem Słoniną, członkiem Grupy Literackiej Piekary 24 rozmawia Piotr Rudera

ktoś

Katarzyna Wiśniewska

musi być ktoś
kto włoży zakładkę na ostatnią stronę i zgasi nocną lampkę po zmroku
posmaruje chleb masłem
wyjdzie na dworzec
poda bombki wieszane na zielonym świerku raz w roku
umyje plecy delikatnie szorując niewrażliwą na kruchość skóry gąbką
kupi gazetę i proszki na coraz krótszą dobrą pamięć przeszłości

busola

Mateusz Łapiński

busola w głowie
się rozregulowała
bo w pojmowaniu
świata już
od dawna
nie wie który
biegun jest
a który
jest a którego
nie ma
w ogóle

prośba do obłąkanego

Mateusz Łapiński

z a i n s t a l u j m n i e j a k u s b
c h c ę b y ć T W
T W o j ą w t y c z k ą
do kontaktu
z rzeczywistością

czasu coraz mniej

Mateusz Łapiński

czasu coraz mniej
nie ma gdzie
głowy schować
minuta osiem
do odjazdu
anioł stróż
dalej szuka
w gruncie rzeczy

reminiscencje miłości

Magdalena Jóźwiak

chciałabym
szczerze pogodzić się

z twoim pomysłem na życie

świt

Magdalena Jóźwiak

budzę się na chwilę przed tym
jak zapala się dzień

*(bezdomny)

Magdalena Jóźwiak

bezdomny

wyszperał w śmietniku papierosa

smak szczęścia ze zdobyczy

wokoło przedświąteczne zakupy

*(Twoje słowo)

Magdalena Jóźwiak

twoje słowo
mówione
pisane
jak kropla drąży

nie jestem skałą

Śmierć

Patrycja Maciejewska

tramwaj sunął po torach
przejechał myśli
siąpił deszcz
pękło nabrzmiałe niebo
trwał spektakl
odpadła kurtyna
z głowy autora
ktoś odepchnął krzesło
hak wytrzymał

Miasto

Dominika Czerniak

miasto gdzie grabarz cytuje Szekspira
a żona mu uciekła z poznanym na pielgrzymce
mężczyzną
zostawia się
list na stole
półki puste

Stacjonowanie

Joanna Kloska

nadają dzisiaj bez końca
mają w programie ruch
szczęki szczękają nawet
po wyłączeniu dźwięku

bo zapomniałam męża kocem poratować
przecież stacjonujemy osobno

*(Dziewięć pięter)

Łukasz Waberski

dziewięć pięter w górę,
sześć by ochłonąć,
trzy by dorosnąć,
dwutaktem pochwycić górną krawędź okna

EP

Mariusz Słonina

czekają nas jeszcze zatarte spojrzenia — —

pusta dwójka ucieczki przechodniów
i bilet zgnieciony przystanek za wcześnie

i w dłoni oddech

o wschodzie metra

27

Mariusz Słonina

zdradziła nas mechanika słów
zdradziła nas architektura zdań

i rozmawiamy już tylko
w ciszy pomiędzy — —

A

Mariusz Słonina

nie zostanie nam wieczór
więc chciej — —

cisza zmyje litery
cisza zgadnie litery

wtedy usiądziesz obok

Dwa

Mariusz Słonina

wezmę ze sobą klucze
wypiję kawę w pociągu

peron naszych ust szept oczu
ciepło

powiedzmy, że dwa

ty —
ty —

24x36

Mariusz Słonina

i minuta ważniejsza niż — —

kiedy spojrzeniem stóp nazywasz ziemię
kiedy porządkiem cyfr oddzielasz światło

i ślad swój zostawiasz na mojej twarzy
i z ulgą zasypiasz

gdy wracam

D

Łódź Fabryczna

Mariusz Słonina

przecież zaczekam w pośpiechu
więc przyjdź — —

dworcowy zegar odliczy milczenie

i kromkę chleba zmęczoną w kieszeni
i ławki ich puste

Aiko II

Mariusz Słonina

Aiko mówi

ubierz się ciepło
jest dziewięć i cztery stopnia Celsjusza

południowo-wschodni wiatr
zapowiadali deszcz — —

deszcz jest
szeptem oddechu
w obliczu ciszy

cisza
jest podmiotem
słowa

Konstrukcja obrazu

Mariusz Słonina

konstrukcja obrazu
nie pochodzi z lustra

wynika z równania pola
jak ostatnia klatka nadziei — —

nawet dobre światło nie wystarczy czasem
by powiedzieć ci

Toruń Główny

Mariusz Słonina

nawet szyby płaczą — —

tym razem ostatnie latte

w wymianie spojrzeń
dwa siedem jeden pięć dwa dwa

i cukier w torebkach zbyt gorzki
i rynek ospały

Aiko

Mariusz Słonina

Aiko potrafi już odróżnić dobro od zła

kiedy pytam o grzech
poprawnie wskazuje na wady stworzenia

z ręki stwórcy wynika arytmetyka gliny
to dlatego — —

Kontra.bas Sz.opena

Mateusz ŁapińskiMariusz Słonina

Szope
narzendzia zapełnił
trankobas

nakrencany
na elektromechanokinetycznocybernetyczny dynks

blebleblechacz siadł
przekrencił trankobas i zazazagrał

Szopenarzendziazurka dombrovskiegolema

na papapatefą i żywe kultury baterii
kontra-bas bas bas
z kontry-bus bus bus
ponie-wczas raz raz
dwa
trzy

E. Dryglas-Komorowskiej

13.11.2011

Kontra.bas Sz.opena

Mateusz ŁapińskiMariusz Słonina

Szope
narzendzia zapełnił
trankobas

nakrencany
na elektromechanokinetycznocybernetyczny dynks

blebleblechacz siadł
przekrencił trankobas i zazazagrał

Szopenarzendziazurka dombrovskiegolema

na papapatefą i żywe kultury baterii
kontra-bas bas bas
z kontry-bus bus bus
ponie-wczas raz raz
dwa
trzy

E. Dryglas-Komorowskiej

13.11.2011

Fajka

Jakub Wolski

wyszliśmy dziś na fajkę
z Bogiem

żaden z nas nie pali ale tak jakoś wyszło

na skraju chlapy słuchaliśmy ulicy
echa szarego wieczornego miasta
ktoś w końcu powiedział
nigdy nie wiem czy to ja czy On
„to donikąd nie prowadzi”

i słuchaliśmy dalej wdychając na zmianę
życie i śmierć
aż skończył się tytoń
i każdy wrócił do swoich spraw

Pytanie

Magdalena Jóźwiak

czy starczy nam lat
by dorosnąć do szczęścia

Nie lubię tego co inni

Klaudia Bryła

nie lubię tego co inni
dla samej tylko zasady lubienia

lubię czytać wiersze na głos
i zastanawiać się nad biegiem liter
losem słów wypowiedzianych

kiedy przy mocnej kawie
odwiedza mnie filomata
albo artysta jakiś pradawny
za późno wypowie przepraszam

wtedy już tylko pozostawione same sobie domysły
trzymają filiżankę

Piszę w ostateczności

Barbara Linsztet

piszę w ostateczności
kanciasty wierszkolwiek gdy
czarne i białe dało wynik
ujemny

w spalonym kościele
zawisły trzy chrystusy
a każdy rzeźbiony
a każdy w agonii

język w niemocy
kamienieje

*(Kolejny wiersz bez tytułu w historii literatury)

Mateusz Łapiński

gwiazda usiadła mi
na ramieniu

a ja

rozpuszczony w niedoczasie
sprzedaję minuty
po 29 srebrników i 99 groszy

dla em

Instrukcje

Mariusz Słonina

mam wzrokowy kontakt z tobą
znam instrukcje składania rąk
znam instrukcje składania ciał

to instrukcja złożenia w myśl
na wzrokowy kontakt z tobą

znam instrukcję złożenia w myśl
mam wzrokowy kontakt z tobą